Zero kontaktu

[Fragment książki]

Armagedon był wczoraj, poważny problem mamy dziś. [Stieg Larsson]

Czyż nie cudowna fraza zaczerpnięta z nadruku na koszulce mojej ulubienicy – Lisbeth Salander? W stu procentach oddaje sytuację, z jaką będziecie musiały się zmierzyć w ramach ucieczki z toksycznego związku.

Zakończenie żadnego związku nie należy do przyjemności i prze­strzeganie zasady niekontaktowania się z byłym partnerem wskazane jest nawet jeśli rozstajemy się z normalnym człowiekiem na skutek np. zwykłego niedopasowania charakterów choćby po to, żeby obopólnie oszczędzić sobie emocji i skrócić ból rozstania.

W przypadku jednak zakończenia relacji z partnerem toksycznym (z dowolnym zaburzeniem osobowości) zasada całkowitej rezygnacji z kontaktu z nim ma znacznie poważniejsze zadanie – musisz uratować swoją psychikę.

Wiele kobiet, które zdecydowały się na ucieczkę ze związku z zaburzonym osobnikiem doznało czegoś, co częstokroć nazywa się iluminacją, olśnieniem. Pamiętacie Pomysłowego Dobromira i żarów­kę odpalającą się nad jego kreatywną główką? To samo w pewnym momencie dzieje się u ofiary przemocy. Nagle do niej dociera, że tu się dzieje coś definitywnie nienormalnego i coś jednoznacznie mającego na celu wykończenie jej. Sama taki moment przeżyłam, niejednokrot­nie o tym słyszałam i czytałam – w jednej chwili ktoś stojący już na skraju emocjonalnej przepaści budzi się jak lunatyk ze snu i zdaje sobie sprawę, że od dłuższego czasu tu się odbywa regularna wojna na śmierć i życie. A na wojnie o zwycięstwie, jak wiadomo, decyduje strategia i morale żołnierza.

W wolnej chwili możecie sobie poczytać Sztukę wojenną Sun Zi, ale póki co zapoznajcie się z zasadą ZERO KONTAKTU, która jest taktyką bronienia się przed atakami przemocowca, ale i autoagresją włas­nej psychiki, bo ta również na etapie wycofywania się z toksycznego związku nie jest naszym sprzymierzeńcem. Za każdym razem wracamy do tej dwoistości – Twój rozsądek będzie Ci pomagał, ale emocje będą próbowały zaszkodzić.

 

Są trzy zasadnicze powody, dla których należy przestrzegać zasady zero kontaktu.

  1. Dajesz sobie czas i przestrzeń na refleksję, detoksykację i odbu­dowę swojego systemu autoimmunologicznego. Po jakimś czasie „odstawienia” zaburzonego partnera dostrzeżesz, jak Twój umysł wy­zwala się spod wpływu manipulacji, zyskujesz ostrość widzenia i inter­pretacji tego, co się działo w waszym związku.
  2. Unikasz emocjonalnej presji polegającej na szantażowaniu Cię, ogłupianiu, prowokowaniu albo mamieniu kolejnymi obietnicami i wciąganiu Cię w kolejną zabawę w „już wszystko zrozumiałem, zaraz się zmienię, tylko daj mi czas”.
  3. Odzyskujesz godność poprzez podjęcie suwerennej decyzji o wyj­ściu z krzywdzącej Cię relacji. Ostatnie słowo należy do Ciebie, a to naprawdę jest nie bez znaczenia.

W punktach 1-5 poniżej zawarłam kwestie bazowe do pilnego za­stosowania i dynamicznych ruchów, od których będzie zależało wiele w przyszłości i w których rozwiązaniu przyda się prawnik i generalnie pomoc zewnętrzna. Bez ich realizacji nie ma co gadać o zakończeniu związku z toksykiem. Następnie podpowiadam wszystkie inne triki, zdawać by się mogło mniejszej wagi, ale odzwierciedlające powie­dzenie o diable tkwiącym w szczegółach. Korzystałam z doświadcze­nia własnego i wielu osób, które musiały zmagać się z podobnym schematem.

Muszę też z całą mocą podkreślić, że poniższa lista jest swoistym ideałem, do którego należy dążyć, ale nie znam ani jednej osoby, która nie zaliczała wpadek, ze mną włącznie. Gdyby to było takie proste, to nie byłoby ciągnących się latami toksycznych, wyniszczających związków.

***

Kluczem do zrozumienia tej taktyki jest zapamiętanie, że ZERO to nie znaczy pół, albo jedna ósma, czy trzy czwarte. Zero to całkowity brak, w tym przypadku brak kontaktu – fizycznego, głosowego, mentalnego, bezpośredniego i tego pośredniego też.

Więc do roboty!

 

Natychmiast albo najszybciej jak to tylko możliwe

  1. Zmiana miejsca zamieszkania (realna, fizyczna separacja) – jeśli mieszkacie razem, wyprowadź albo jego albo siebie. Trzeciego wariantu nie ma. Absolutnie nie wierzę w rozpoczęcie procesu zdrowienia i ucieczki z toksycznego związku z zachowaniem jakiejkolwiek styczności z partnerem i dzieleniem z nim wspólnej przestrzeni na dłuższą metę. A nie wierzę z prostego względu – zaburzeni ludzie eska­lują swoje patologiczne zachowania w czasie i stan psychiczny partnera poddawanego coraz bardziej wyrafinowanemu okrucieństwu degraduje się i w pewnym momencie niemal zupełnie uniemożliwia skuteczne zawalczenie o siebie.

Zdaję sobie sprawę z polskich realiów – mordercze kredyty hi­poteczne, kryzys, mieszkanie z rodzicami, ułomne prawo rodzinne i antyprzemocowe, kiepskie rozwiązania dla rodziców samotnie wycho­wujących dzieci. Wiem, że czasem abstrakcyjnie trudne jest znalezienie rozwiązania lokalowego, które nie pokrzywdzi kobiety jeszcze bardziej, niż już została skrzywdzona. Chodzi mi tu jednak o to, żeby nie szukać pretekstów dla swojego uzależnienia od toksycznego tańca „bo wspólny kredyt”, bo „recesja na rynku nieruchomości”, bo, bo, bo.

Wyznacznikiem tego, czy szukamy rozwiązań, czy jednak tylko pretekstów powinien być zdrowy rozsądek i to, jak długo trwa sytuacja zawieszenia i podejmowania realnych kroków. Jeśli taki stan trwa już nie miesiące, ale lata, oznacza to, że tak naprawdę nie podjęłaś decyzji i nadal liczysz na cud.

  1. Usuwanie rzeczy należących wyłącznie do niego lub z nim związanych – ubrania, sprzęt sportowy, ulubione płyty i książki. Do tej samej paczki trafią jakieś prezenty od niego (jeśli kiedykolwiek takowe dostałaś) oraz fotografie i pamiątki z życia z nim. Nie musisz tego wszystkiego palić. Wystarczy, że spakujesz i wyniesiesz do piwnicy, a najlepiej – wyślesz kurierem do jego aktualnego miejsca zamieszkania lub jego rodziny (żadnego osobistego przekazywania!).

Zrezygnuj z towarzyszenia mu w pakowaniu się i wyprowadzce. Ryzykujesz, że przywłaszczy sobie kilka przedmiotów, ale ominie Cię próba rozrzewnienia Cię hasłem „Pamiętasz? Tę figurkę kupowaliśmy razem w Rzymie…” (i tu ciężka łza spływająca po jego twarzy wykrzy­wionej grymasem rozpaczy).

  1. Zmiana pracy – jeśli jesteście oboje zatrudnieni w tym samym miejscu albo macie wspólną firmę natychmiast rozpocznij poszu­kiwania nowego miejsca zatrudnienia. Wspólna praca to niekończące się pole manewru dla manipulanta i bez wątpienia skorzysta z każdej okoliczności, by na Ciebie oddziaływać i sprawdzać siłę swojego rażenia.
  2. Kwestie formalnoprawne i majątkowe. Każdą z tych spraw możesz (i musisz) załatwić za pośrednictwem pełnomocnika. Powinna to być osoba wtajemniczoną w specyfikę tej relacji i zaburzenie Twojego partnera – najlepiej prawnik, ale wystarczy członek rodziny bądź rozum­na przyjaciółka – jednym słowem nie Ty masz z nim rozmawiać tylko osoba, która przekaże mu Twoje decyzje i będzie z nim pertraktować, a która nie jest w niego zaangażowana emocjonalnie, będzie więc od­porna na jego dramatyczny teatrzyk lub próby zastraszenia i wpędzenia w poczucie winy.
  3. Należy bez zbędnego ociągania podszytego jałową nadzieją złożyć pozew o rozwód, uzgodnić z nim (znów z udziałem pełnomocnika) kwe­stię wystawienia na sprzedaż wspólnego mieszkania (albo odsprzedania mu Twoich udziałów – i tak nie będziesz się tam dobrze czuć w przyszło­ści), zamknąć wspólne rachunki, podzielić ruchomości, aktywa i pasywa. W kwestii finansowej i rozwodowej nie daj się zastraszyć bądź brać na współczucie. Nie rezygnuj z udowodnienia mu winy np. w przypadku udokumentowanej zdrady (to nie dotyczy konkubinatu – możesz sobie dużo udowadniać)..

Z powyższymi sprawami należy wystartować jak najszybciej, bo te ciągną się nawet kilka lat, więc im szybciej zaczniesz ciąć tym szybciej się odetniesz. Każda forma powiązania to dla niego nitka, za którą może pociągać Twoje emocje i dzięki temu ugrać więcej.

  1. Dzieci – najtrudniejszy i najbardziej bolesny problem, bo przemoco­wiec do końca życia będzie nimi manipulować i jątrzyć, ale będzie to robić z Twoim czy bez Twojego udziału, więc warto, żeby w pertraktacjach dotyczących dzieci (w tym w sprawach bieżących pojawiających się w przy­szłości) również uczestniczyła zaufana osoba trzecia, której przemocowiec nie zdoła zmanipulować. Na początek najlepszy będzie mediator – są już poradnie psychologiczne dysponujące takimi specjalistami, a udział siły fachowej odetnie przemocowcowi możliwość twierdzenia, że cokolwiek w tym procesie odbywa się ze szkodą dla dzieci. A! I na przyszłość pogódź się z tym, że będzie Cię deprecjonować w oczach dzieci, więc musisz sobie wyhodować twardy pancerz na tę okoliczność.

Jeśli nie miałaś ze związku z partnerem wspólnych dzieci, tylko własne z poprzedniego małżeństwa – nie pozwól na żadne jego kontakty z nimi w przyszłości. Będzie Tobą manipulować za ich pośrednictwem i wypaczać ich ufną psychikę. Człowiek, który dręczył ich matkę, nie ma żadnych glejtów do utrzymywania z Twoimi dziećmi kontaktów po waszym rozstaniu, nawet jeśli żyliście razem dłużej. Argumentacja, że był dla nich „prawie jak ociec” została wykasowana w tym samym momencie, kiedy ujawniła się jego prawdziwa twarz. Masz obowiązek odciąć swoje dzieci od wpływu zaburzonego człowieka, który nie jest nawet ich biologicznym ojcem.

PAMIĘTAJ, żeby każde wspólnie poczynione ustalenie dotyczące zarówno wspólnych dzieci, jak i łączących was kwestii majątkowych przypieczętować na piśmie! Słowo psychofaga jest nic nie warte i jak tylko zmieni mu się nastrój, albo kolejna partnerka zacznie go podburzać bądź też dojdzie do wniosku, że dane rozwiązanie już mu się nie podoba – wykręci się z własnych zobowiązań w półtorej minuty, uda amnezję bądź zrobi z Ciebie wariatkę, która sobie owe ustalenia wymyśliła.

 

Na bieżąco

Kiedy wykonasz wszystkie powyższe ruchy, dla przemocowca stanie się jasne, że to już nie są żarty – systemowo zaczęłaś go usuwać ze swo­jego życia i należy wytoczyć najcięższe działa. I tu musisz się wykazać konsekwencją na wielu płaszczyznach, bo w ruch pójdą najprzeróżniejsze techniki. Najogólniej Twoje pożądane działania możemy nazwać czystką technologiczno-towarzyską albo taktyką spalonej ziemi.

Telefony, komunikatory, portale społecznościowe

  1. Nie odbierasz od niego telefonów i sama nie dzwonisz. Zablokujesz w swoim telefonie połączenia przychodzące od niego (jak zadzwo­ni – dowie się, że jesteś niedostępna). Jeśli zadzwoni z prepaidowej karty – kończysz połączenie bez ani jednego słowa natychmiast, gdy usłyszysz jego głos. Nie odbierasz niezidentyfikowanych połączeń. W razie potrzeby zmieniasz numer telefonu i dzielisz się nim tylko z najbardziej zaufanymi osobami. Nie wysyłasz SMS-ów i nie dajesz się sprowokować do odpisywania na takowe. Powstrzymujesz się od odsłuchiwania pozostawionych przez niego wiadomości głosowych i sama takowych mu nie zostawiasz. Ustanowisz dla siebie nagrodę za każdą nieodsłuchaną, nieprzeczytaną wiadomość od niego albo nieode­brany telefon.
  2. Skończysz z wyszukiwaniem w googlu jego imienia i nazwiska.
  3. Usuniesz z komputera i pendrivów wspólne zdjęcia i koresponden­cję z nim.
  4. Zablokujesz skrzynki pocztowe na maile przychodzące z jego adresów. Nie będziesz pisać, a już z pewnością wysyłać długaśnych i dramatycznych maili. W ogóle niczego do niego nie będziesz wysyłać. Nawet jednozdaniowych maili. Nawet pustych kopert.
  5. Usuwasz lub blokujesz swój profil na facebooku, goldenie, linke­dinie, zmieniasz profil na gg, skypie i wszędzie, gdzie on może Cię namierzyć albo obserwować i gdzie Ty sama możesz mieć pokusę, żeby się przed nim wdzięczyć, popisywać i prowokować albo podglądać jego pro­file i aktywności. A już najsłabiej wygląda zmiana statusu na fb z „wolna” na „w związku” oraz zamieszczanie zdjęć z romantycznych miejsc, gdzie rzekomo bywasz z nowym partnerem. Strasznie czytelna prowokacja i żenada.
  6. Za każdym razem, kiedy ręka będzie sama się wyciągała do telefonu, żeby powiedzieć mu, że musi załatwić jakąś „pilną wspólną sprawę formalną”, natychmiast się ubierzesz i bez telefonu pójdziesz na długi spacer, do siłowni, zaczniesz szorować piekarnik albo kosić trawnik (podwójna nagroda za każdy niewysłany mail i każdy niewykonany telefon).

UWAGA – WYJĄTEK! Nie kasuj wiadomości, nagrań ani maili o charakterze stalkingu/cyberstalkingu. Przydadzą się, jeśli jego namol­ność zacznie być uporczywa i nosić znamiona osaczania. (No tak, ale skąd będziesz to wiedzieć, skoro ich za moją radą nie przeczytasz? Spokojnie. Jestem pewna, że zanim do tego dojdziesz, sporo z nich będziesz czytać i na poważnie analizować :).

Wspólni znajomi, rodzina

  1. Jeśli masz z nim wspólnych znajomych albo utrzymujecie kontakty z tymi samymi członkami rodziny – uprzedź ich, że nie życzysz sobie uzyskiwać żadnych informacji o nim, ani żeby jemu przekazywano jakiekolwiek wiadomości o Tobie. Musisz im to wyraźnie i dobitnie powiedzieć. Wszelkie rozmówki na te tematy ucinaj na wstępie. Jeśli to nie działa – zmień środowisko. Niech sobie komentują jak chcą – to nie ich życie, tylko Twoje.

I chociaż będziesz łaknąć wieści z tamtego świata, głównie tych najlepszych (czyli tych najgorszych), to, uwierz mi, że nic Ci tak dobrze nie zrobi, jak świadome odcięcie się od wszelkich źródeł tej wiedzy.

UWAGA! KAŻDA forma kontaktu z osobami pozostającymi w jakiejkolwiek relacji z tym człowiekiem (a już w szczególności osoba jakkolwiek od niego zależna zawodowo, finansowo, emocjo­nalnie, rodzinnie) jest potencjalnie dla Ciebie destrukcyjna, a KAŻDA informacja z jego życia kradnie Twoją energię na analizowanie jego sytuacji. Wiem, o czym mówię, bo popełniłam błąd nadmiernie długo utrzymując relacje z kimś z otoczenia psychofaga. Prawda jest jednak taka, że za pośrednictwem tych osób wpuszczasz do swojego życia cząstkę tamtego chorego świata. Dopiero świadoma rezygnacja z tego typu znajomości stawia kropkę nad „i” w temacie zero kontaktu.

  1. Powiedz wszystkim bliskim i znajomym, że zerwałaś relację z tym człowiekiem i pozwól im „patrzeć sobie na ręce”. Publiczna deklaracja zwiększa szansę na powodzenie ucieczki z toksycznego związku.

 

Inne

  1. Nie umawiasz się z nim na pożegnalne kolacje, spacery w rocznicę waszego pierwszego spotkania albo niezobowią­zujący seks.
  2. Sama nie prosisz ani nie przyjmujesz jego ofert pomocy w przybiciu gwoździa, przewiezieniu komódki, zawiezieniu psa do weterynarza. Z pewnością w Twoim otoczeniu znajdzie się kilka osób, które mogą Ci z powodzeniem pomóc w takich sytuacjach.
  3. Nie dajesz się naciągać na jego „cudowną przemianę i nagłe olśnienie” choćby miał Ci to zakomunikować w formie odśpie­wanej pod oknem serenady.
  4. Gdy przychodzi niezapowiedziany (i oczywiście odpowiednio rozdarty) – nie otwierasz drzwi. Gdy spotykasz go w miejscu publicznym – ignorujesz i nie odpowiadasz na nawet pozornie przyja­cielskie zaczepki, nie nawiązujesz kontaktu wzrokowego. Oddalasz się z miejsca spotkania jak najszybciej (czytaj: nie krążysz po tym samym centrum handlowym, bo a nuż jeszcze raz się uda na niego wpaść).
  5. Nie kusisz losu i nie chodzisz do „waszego” parku albo „wa­szego” spożywczaka (w nienagannym makijażu i najwyższych szpilkach świata) i na „wasz” basen (obowiązkowo w nowej opaleniźnie i zabójczym kostiumie).
  6. Nie dajesz szans, nie robisz złudnych nadziei (ani jemu, ani sobie). Pozwalasz mu zniknąć ze swojego życia i próbujesz się skupić na sobie, swoich potrzebach i własnej przyszłości.
  7. Pamiętasz, że wszystko, co do Ciebie mówi, pisze albo wysyła gołębiem pocztowym psychofag jest kłamstwem. Nawet drobne zawarte w jego wypowiedziach elementy prawdy służą skonstruowaniu większego kłamstwa.

 

Na koniec dwie uwagi.

Dla osób, które nigdy nie miały do czynienia z łabędzim śpiewem psychofaga, powyższa lista może wydawać się śmieszna. Jednak osobom, które przeżyły ten obłęd albo właśnie tkwią w jego epicentrum, wiem to doskonale, wcale nie jest do śmiechu.

Jeśli jesteś w epicentrum – przygotuj się na to, że będziesz się po­tykać, łamać zasady, kombinować, naginać, a potem pluć sobie w brodę z wściekłości na swoją uległość, zależność emocjonalną i brak konse­kwencji, ale praktyka czyni mistrza i będziesz się podnosić, aż pewnego dnia wszystko zrobisz jak trzeba (a nawet lepiej). Musisz tylko nagradzać siebie za zwycięstwo w każdym z powyższych punktów i walić do przodu nie oglądając się wstecz. Nie ma za czym. Lada moment sama to dostrzeżesz, choć dziś wydaje Ci się, że zostawiasz za sobą cały świat. Nic podobnego. To tylko mały zalękniony facecik ze zwichrowaną psy­chiką, który musi zniszczyć wszystko, co się da, żeby samemu poczuć się lepszym i ważniejszym. Jeśli mu się nie postawisz, znów zrobi Ci Armagedon i będziesz musiała zaczynać wszystko od początku.

 

1,923 total views, 2 views today

ucieczka z toksycznego związku