Dlaczego jestem taka rozdarta?

(Pułapka dychotomii)

To swoiste emocjonalne, a w późniejszej fazie – decyzyjne rozdarcie jest nieodłącznym elementem związku z zaburzonym człowiekiem. Stąd też taki, a nie inny tytuł mojej książki – Moje dwie głowy.

Uwierzyć mu, czy jednak sprawdzać? Robi to celowo, czy niechcący? On jest zaburzony, czy ja już wariuję? Domagać się zmian, czy udawać obojętność? A może ja coś w sobie zmienię, ale nie wiem, co jeszcze więcej mogę zrobić? Zostać, czy odejść? A może tylko postraszyć odejściem, ale jeśli to będzie naprawdę koniec…? Może znajdę sposób, żeby mu wszystko wyjaśnić, ale przecież tych rozmów już tyle było. Ile można? Ale jakiś sposób być musi.

Kobieta jest w klinczu między skrajnie odmiennymi stanami. W jednym momencie czuje pełne zaufanie do partnera, żeby na skutek jego całkowicie sprzecznych z deklaracjami zachowań je utracić. Czuje się na przemian to kochana, to nienawidzona i pogardzana. Nadzieja regularnie i cyklicznie zastępowana jest kolejnym szokiem, a w ślad za nim – bezsilnością i rezygnacją. Euforia – odrętwieniem. W jednym momencie jest w pełni świadoma konieczności zakończenia tego związku, żeby po chwili, na skutek jakichś gestów partnera (przeważnie kolejnych manipulacji), tę pewność stracić. Kobieta porusza się jak w toksycznej mgle, w smogu. Nie rozumie zachowań partnera ani własnych reakcji.

Ludzie zaburzeni na partnerki wybierają przeważnie osoby zaradne, energiczne, kreatywne, empatyczne, towarzyskie. Wyeksponowane na wzorzec relacji, jaki preferuje przemocowiec i na ową wyczerpującą dychotomię, z tych jej cech i zasobów pozostają strzępy. Pozostaje brak decyzyjności, dezorientacja, poczucie bezradności na wielu płaszczyznach, wydrenowanie energetyczne, poczucie izolacji i emocjonalnego „wypatroszenia” odczuwanego przez kobiety, jako rodzaj rozpadu ich osobowości. Dzieje się tak dlatego, że swoimi zachowaniami przemocowiec całą uwagę partnerki skupił na sobie. Nie zostało nic dla niej. Oto cel tej gry.

Gorąco zachęcam do zaobserwowania i przeanalizowania zależności przyczynowo skutkowej tego charakterystycznego stanu dwoistości, w jakim się znalazłyście. W przemocy emocjonalnej nic nie dzieje się przypadkiem. Ma swój wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Śmiem twierdzić (i nie tylko ja), że taki obrót spraw skierowany na osobowościowy rozpad partnerki, jej zdegradowanie i pozbawienie jej owych cennych aktywów, jakie posiadała przed związkiem, jest celem działania przemocowca. Coś na kształt: Ja jestem zerem, pustką. Kiedy z tobą skończę – doprowadzę cię do tego samego stanu, żebyś nie czuła się ze sobą tak fajnie. Żebyś się czuła tak samo niefajnie, jak ja się czuję ze sobą. To jak rodzaj egzystencjalnej zemsty.

1,571 total views, 3 views today