Czy jeszcze komuś zaufam?

Życie w przemocowym związku bardzo upośledza sferę relacji z ludźmi, ponieważ zostało naruszone i nadużyte podstawowe poczucie zaufania do innych, ale i do samej siebie. Nie poznałam osoby, która po tak toksycznej relacji nie straciłaby, przynajmniej na jakiś czas, wiary w drugiego człowieka, jego intencje, szczerość czy prawdomówność. Oto ona – trauma relacyjna.

Dla mnie oczywiste jest jedno – żeby po relacji z zaburzonym człowiekiem odbudować zaufanie do innych, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o odbudowanie zaufania do siebie samej. Mnie w tym pomogło wypracowanie dość konkretnych wytycznych relacyjnych. Można to nazwać zasadą kręgów ludzi. W tym najbliższym znajdują się ci, którzy odpowiadają moim, bardzo ściśle określonym, nienegocjowalnym standardom opartym na moich własnych wartościach. Przeanalizowanie dotychczasowego systemu priorytetów i wypracowanie nowego zestawu wymagało ode mnie sporo pracy oraz pewnego rodzaju samodyscypliny w poszukiwaniach. Okazało się, że gros tych wartości, którym hołdowałam przez z górą czterdzieści lat, było jedynie wtłoczonymi we mnie powinnościami, cudzymi wyobrażeniami na mój temat i fałszywymi przekonaniami. A ponieważ się z nimi nie utożsamiałam, to i ochrona tych wartości była mizerna. Dopiero zidentyfikowanie tego, co prawdziwie, oryginalnie moje, umożliwiło mi wytyczenie granic ochraniających nowo skonstruowany system przekonań. Granic na tyle stabilnych, żeby nie pozwolić na ich taranowanie siłą lub przesuwanie manipulacją, ale też na tyle elastycznych, żeby nie stały się pancerzem odgradzającym od ludzi.

Bardzo nie chciałam z ludzi rezygnować. Jestem ich ciekawa, lubię się dzięki nim rozwijać, wymieniać myślami i energią, śmiać się z nimi. Mówię tu o wszystkich relacjach – towarzyskich, damsko-męskich i zawodowych. Nie chciałam żyć w okopach ani w twierdzy. No jasne, że lęki były. I to jakie! Z jednej strony miałam świadomość, że każda relacja zasługuje na szansę, każda może być wartościowa lub piękna, z drugiej – że charakter każdej relacji rozpoznawalny jest jedynie w czasie i dynamice. To znów każdorazowo wymaga jakiegoś zawierzenia, otwarcia i zaangażowania. Czyli podjęcia ryzyka. Nowy wzór, który świadomie wypracowałam, pozwala mi się czuć bezpiecznie w relacjach dzięki temu, że czuję się już bezpieczna dla siebie. Nie jak ta łupina miotana na oceanie własnych niezrozumiałych emocji i cudzych względem mnie wymagań i oczekiwań. Tym razem jako ktoś, kto dysponuje kompasem, sterem i kapokiem (nawet jeśli nie znam prognozy pogody 😉 ). Nie ma już winnych i nie ma już wybawców. To ja zarządzam tą łupiną i ja za nią jestem odpowiedzialna. Kiedyś mnie to przerażało, dziś daje poczucie wolności i bezpieczeństwa. I poza wszystkim nadal wierzę, że dobrych ludzi jest więcej. Już nie każdemu muszę się podobać, nie każdy człowiek z ponad 7 miliardów na tym globie musi mnie kochać. Starannie dobrany pierwszy krąg ludzi mi wystarcza, drugi i trzeci – dają nadzieję.

Oczywiście nikt nam nie zagwarantuje, że po wyjściu z przemocowego związku, przeczytaniu wielu książek, odbyciu terapii indywidualnej i grupowej, przepracowaniu przemocowych schematów i starych wzorców reagowania nigdy już nie napotkamy na swojej drodze ludzi, którzy zechcą skorzystać z naszych starych wdruków. Mam też pokorę wobec faktu, że owe wdruki w pewnych okolicznościach mogą ponownie zechcieć dojść do głosu. Szczepionki-pewniaka nie ma, ale po przepracowaniu schematów z przeszłości i stworzeniu nowego wzoru wielokrotnie zwiększamy swoje szanse na uniknięcie krzywdzących relacji poprzez łatwiejsze i szybsze identyfikowanie szkodliwych dla nas mechanizmów.

1,429 total views, 1 views today